Wigilia błazeńska

 

 

Cienie na rampie pogasiły światła

Sny – pomieszane z taboru turkotem

Echo oklasków – pod przydrożnym płotem

W bełkocie ulic kolęda się gmatwa

 

Jarzy się w oknach choinki makatka

Jak myśl – palona wewnętrzną pożogą

Kiedy się twarze posklejać nie mogą

Czeka przy żłobie skuta lodem Matka

 

Co w nas ocali Betlejemska Gwiazda?

Człowieka w błaźnie? Czy w człowieku błazna?