Clown odrzucony

 

 

Gdy sekundy tężeją wypełnione chłodem

Miast fruwać razem z sercem pod areny dachem

Śmieję się jak szalony choć spętany strachem

A na widowni słychać cichy jęk zawodu

Gdy spadasz, gdy się liną okręcasz zbawienną

A wam, krew cudza krzepnie w rozpalonych głowach

Kiedy nie da się ciszy przełożyć na słowa

A ty – w moich ramionach. Choć nie jesteś ze mną

O jakże pragnę wtedy waszych braw fałszywych

Co równo obdzielają umarłych i żywych