Błazen pijany

W ramionach linoskoczka duszna przestrzeń kwili

Iluzjonista wodę na wódkę przemienia

W samotnej garderobie wariują wspomnienia

A noc nogi rozkłada czepiając się chwili

Na dnie pustej butelki – ballada okrutna

Co od dawna nie może pomieścić się w głowie

Wrogość przejrzystych myśli, kryta w każdym słowie

Modlitewnego świtu – jasność bałamutna

 

Gdy spojrzenia się kłócą ze świętym obrazkiem

Zdejm Panie mnie i sobie ociemniałą maskę