1978 nr6

1978 nr6

 

WIGILIA

                                        Ryśkowi Zamojskiemu

 

Ktoś dziś w okno zastukał kto nie wiem i po co

do drzwi się dobijali wołali kto nie wiem

być może na swój pogrzeb chciał prosić przyjaciel

posiniaczony żalem w bezrozumnym gniewie

Może szczęście zbiesione przybiegło na alarm

na stół świąteczny wylać nasze łzy sobacze

bo z Bramy Opatowskiej sandomierski Ikar skacze

leci jak gwiazda

nie dosięga bruku

Coraz nas mniej przy stole coraz więcej cieni

w znajomych zakamarkach w rodzinnych pałacach

nawet tapczan nie skrzypi choć może najlepiej

jednym fałszywym dźwiękiem historie odwracać

Dźwięczą puste talerze na stole opłatek

pieści całość rozdartą między dwojgiem ludzi

stary Józef z Maryją uciekli cichutko

pilnują by się Jezus ze snu nie obudził

Tak dojrzewają sprawy oswojone z nocą

trzeźwość myśli skowyczy na dziewiczym progu

wchodzi cicho Jan Lechoń pijemy gorzałę

ja mu mówię o Polsce a on mi o Bogu

 

24/25.XII.77 r.

 

 

OSTATNIA WIECZERZA

 

Jest nas dwunastu a prawie świat cały

patrzy co jemy jakie trunki płyną

nie będzie modlitw ni przemian nijakich

Judasz Chrystusa sprzedał przed godziną

Pijemy wino pod ciekawsze czasy

za lepsze zbiory lata co w nas drzemie

kur nie zapieje choć każdy z dwunastu

po stokroć innych się zaparł i siebie

Niejeden butnie drzwi i język łamie

my wiemy dobrze że za chwilę wróci

wypełni miejsce dokładnie to samo

wszak z tłumu powstał

i w tłum się obróci

 

6.XII.77 r.

 

 

 

DONOS DO PRZYJACIÓŁ

 

Donoszę wam że żyję jeszcze jako tako

mam pieniądze na życie ubieram się modnie

próbuję żyć spokojnie nawet pielęgnuję

o ile można w klatce pielęgnować spokój

Piję wódkę czasami dziewczyny mnie lubią

bo piszę ponoć wiersze o samiczych rajach

przyjaciół mam lub nie mam

wspomnień nie notuję

pamięć zżarły zaszłości gorącego lata

Krótkie majtki schowałem na znak dobrej wiary

że jeszcze może kiedyś jeśli  czasu starczy

zbiorę pomysłów kupę i na wiernym ośle

pojadę wbrew wszystkiemu na festyn w La Manczy

Póki co jestem z wami boli mnie co trzeba

przy stole siedzę prosto kiedy jem nie mlaskam

Po bezdrożach wsi mojej jak po wielkim świecie

na starej szkapie jeździ moja łaska pańska

 

14.II.78 r.