1983 nr 2

1983 nr 2

DROGA DO POLSKI

 

Andrzejowi Grabiwodzie

 

O co dzisiaj zagramy

Jakiego wyrazu poszukamy zmartwiali

Jakim dziwnym trafem pomodlimy się wspólnie

Do jakiego nieba

Jakie sny o potędze wymyślimy nowe

Co dźwigniemy z upadku siłami wspólnemi

Jak stojąc na przeciągu trafimy do kraju

gdzie każdy ma kawałek obiecanej ziemi

Ile jeszcze krwi naszej i żółci wypłynie

Jak patrzeć nam pozwolą z ukosa czy prosto

Kto zagra nam do tańca kto wodze powstrzyma

Kto łzy twoje pozbiera moja biedna siostro

Kto cię sprzeda kto kupi matko boleściwa –

jak modlitwa wyniosła

jak cierń dokuczliwa

 

 

 

 

MASKARADA

 

Dla króla – często

dla ojczyzny – zawsze

(Jean Baptiste Colbert)

 

Dał znak wodzirej, ruszono do tańca

Dostojnie, w parach, przed możnych obliczem

w takt chodzonego nisko głowy skłania

najpierwsza z młódzi – Rzeczypospolitej

 

Choć poznać trudno kto z jakiego rodu

Bal przebierańców przecie ogłoszono

Tylko starszyzna i dworska muzyka

masek nie wkłada – pro publico bono

 

Jadła, napitku nie zabraknie do rana

Stare matrony plotkują o strojach

O polityce jakoś nikt nie gada

Coraz weselej na dworskich pokojach

 

O kilka ulic dalej, na przedmieściu

w obskurnej knajpie u starego Żyda

w kwaterkach wódki motłoch modły składa

i tonie w mroku codzienna hybryda

 

O wojnie prawi szewc do kurwiszona

z ostatnią parą butów pod pazuchą

Będzie bił żonę po pysku nad ranem

za wierzycieli i że w gardle sucho

 

Bywa że błazen znudzony dworskimi

zajdzie do knajpy i urżnie się setnie

A nad głowami motłochu i panów

prorocze niebo błyskawica przetnie

 

Nie wierzą w znaki – którzy naznaczeni

do małych waśni i do wielkich wojen

Błazen jak błazen uśmiechnie się szpetnie

bo tylko błazen czuwa nad spokojem

 

14/15.II.82

 

 

 

JOANNA W OGNIU

 

Prometeusza odkuto ze skały

Wzniesiono stosy

Krwią spłynęło morze

Spójrz, jak Joanna na pogańskich wzgórzach

płonie jak zorza

A w płomieniu świecy samotność skwierczy

Tyle łez wylano

Już żałobnicom sił brakło w teatrze

Joanna gaśnie, dopala się świeca, śpiewak fałszuje

Kochanku płochy czemu kryjesz lica

przed kurewskimi świata manierami

gdzie orleańska uknuła dziewica spisek na szczęście

I znów między nami – szczelina świeci

Kieliszki tłuczesz, wódę chlasz szklankami

Kto cię kochanku do reszty oślepił

a pani twojej podniebienie zranił

Mur, mur za nami, przed nami sztachety

Brud za paznokciem od drapania ziemi

Będą nam dzieci pluć w twarz,

bo nas zabrakło pomiędzy świętemi

Gdy strach po szybach ślizga nasze dłonie

kuleje pamięć, a Joanna płonie