1984 nr 10

1984 nr 10

 

CZARNA MADONNA

Nie ma nikogo. W głowie szum

Czarna Madonna – zamiast kobiet

Igły nie widać. Spłonął stóg

Sen odzwyczaił się od powiek

 

W moich ramionach – śmierć i śmiech

Śmierć śmiech zabije i powlecze

Na czyjeś usta, w zwykły grzech

Tak przeźroczysty jak powietrze

 

A mnie w powietrzu duszno już

I chciałbym ugryźć kawał ziemi

W ciągłej gonitwie góra – dół

I szamotaniu się przestrzeni

 

Lirycznej chwili pluńmy w twarz

Może się wreszcie odnajdziemy

Czarna Madonno gdzie mój Bóg!?

Bóg twój poeto – między swemi

 

9/10.III.84

 

 

ZAMIAST KATECHIZMU

Skąd przychodzisz? Z zapomnienia.

Dokąd idziesz? Nie wiem sama?

Ponad mieczem i kądzielą

Jasnogórska błyszczy brama.

 

Będziesz ze mną? Będę chwilę.

Dasz mi wszystko? Dam ci trochę.

Zapamiętasz? Nie, zabiję.

Dokąd wrócisz? W pustkę okien.

 

9/10.III.84

 

 

 

 

 

WIGILIA ZA BRAMĄ

 

Dlaczego tańczy na stole Joanna

Dlaczego wyjąc modli się pośpiesznie

Za bramą Ojciec w kaftan skrępowany

Za bramą Matka oszalała we mnie

Ile bram przejdę niezauważony

Jakie pasjanse postawią mi święci

Pustki w ramionach żadna noc nie spełni

A o północy śmierć ma twarz kobiety

Norwid w przytułku łzy woskowe topi

Trup przyjaciela przemienia się we mnie w światło żywota

Wieczna lampka świeci nad Jeruzalem

W drzwi łomocą. Kto tam?!

To tylko zamieć. Zimno dzwoni w zębach

Próg ucałuję w pierwszej lepszej chacie

Jeżeli jeszcze ktoś mi drzwi otworzy

I powie. Bracie

Chciałbym. Nie mogę. Opłatek mnie parzy

Przed lustrem Pan Bóg w cylindrze się miota

Tańczą na stole Matka i Joanna

Za łby się biorą rozpacz i tęsknota

 

grudzień 1983