Publicystyka

Felieton  K O C M O Ł U C H Y

Felieton ten napisałem nieprzyzwoicie dawno temu. Opublikowany w książce ” LAS VEGAS ” ( 2009 r.) jest nadal boleśnie aktualny. Zatem odświeżam go w czasach i realiach, gdzie świeżość jest zjawiskiem iluzorycznym.

                                             K O C M O Ł U C H Y

Są różne drogi dochodzenia do prawdy i wiedzy. Ta najbardziej uczciwa jest wymierna w konkretnych wiadomościach, ogładzie intelektualnej, swobodzie poruszania się w problematyce kulturalno – społeczno – politycznej. Opiera się ona na dorobku humanistyki, myśli technicznej            i interpretacji naukowych dokonań. Uniwersalna droga, pomnażająca bez przerwy (!) iloraz inteligencji, prowadzi przez lekcyjne klasy, uniwersyteckie aule, kontakty z literaturą, szeroko pojętą sztuką, otwartość na poglądy i wiedzę mądrzejszych od nas. Nie jest to droga łatwa, bo wymaga ciągłego kształcenia, wzbogacania szarych komórek o nowe wartości i dokonania intelektualnej machiny świata. Droga łatwiejsza, usankcjonowana przez przerażającą większość ludzkiej populacji, nie wymaga wrażliwych i czułych kompasów. Prowadzi ona przez zachowawczy kabotynizm intelektualnego lenistwa, gdzie wystarczą szczątkowe odpady wiedzy, puste hasła demagogów i praktyczna fasadowość. Można to poprzeć przykładem pięknej kobiety o wymyślnym makijażu, ubranej w paryską kieckę, ale też w znoszone i nie pierwszej czystości majtki. Praktyczną miarą inteligencji człowieka jest sposób w jaki reaguje na zjawiska i problemy. Począwszy od najnowszej na rynku książki, filmu, prasowej dyskusji itp. a skończywszy na prostym zasłyszanym ostatnio dowcipie. Intelektualna obłuda i wewnętrzna hipokryzja wyświęciły niekompetencję na funkcjonalną wartość. Duch i obraz znanego z literatury Nikodema Dyzmy panoszy się na stołkach urzędów mniejszej i większej użyteczności publicznej. Mało tego – wchodzi do naszych domostw, szkół, towarzystw, nie wyłączając kościołów. Bezradna mniejszość popada we  frustrację, bezsilność, by w konsekwencji skazać się na wewnętrzną emigrację i życie w adorującej się wzajemnie inercji. Powstała nowa klasa intelektualnych kocmołuchów, co to wszystko wiedzą, na wszystkim się znają i każdy temat potrafią rozebrać jak cnotliwą panienkę. Wygłaszają (oczywiście jak najbardziej autorytatywnie) sądy o kulturze, moralności, medycynie, szkolnictwie, wychowaniu, polityce itp… Nic tak nie asekuruje ciemnoty jak krzyk, dlatego kocmołuch używa często wrzasku wiedząc, że najlepszą formą obrony jest atak. Tak prawda historyczna i współczesność udowadniają nam, że głupota potrafi przekrzyczeć mądrość. Bo głupota nie zna skromności w każdym temacie i sytuacji. Etyczność kocmołucha ma na względzie dowartościowanie samego siebie. Reszta nie jest ani milczeniem ani pytaniem. Reszta nie istnieje. Choć ta reszta potrafi umiejscowić Skamandra w przedziale czasowym, nie myli Prusa z Proustem, Słowackiego z Krasińskim, poczciwego Reja z rubasznym Kochanowskim a o Boyu wie więcej niż to, że pisał sprośne wierszyki. Ale kocmołuchowata duma nie pozwala przyznać się do duchowego kalectwa, do pochylenia czoła przed mądrzejszym sąsiadem. Nie dopuszcza, aby podwładny miał własne, niewymuszone zdanie, ubogi krewny – rację a bardziej wykształcone dziecko – pełną swobodę myślenia. Ginie w tym wszystkim kultura języka, symbolika kulturowa i święty dorobek pokoleń, bo kocmołuchowatość wykracza poza granice etniczne, etyczne i zawodowe. Dotyczyć może zarówno czarnego brata, białego Murzyna, śniadego palanta jak i wyuczonego profesora, redaktora pisma, księdza, policjanta, lekarza, nie wspominając o prostym bandycie. Kocmołuch jest bratem mlecznym kołtuna. A co do naszej, polskiej działki w tym temacie, chcę przypomnieć, że pojęcie kołtun ma swoje etymologiczne korzenie nad Wisłą i wywodzi się od łacińskiego „plica połonica”.

 

P.S 1 Plica polonica – to znaczy – kołtun polski

P.S.2 Wszelkie podobieństwa do osób, spraw, zdarzeń i rzeczy zawarte w tym felietonie mogą być niebezpiecznie przybliżone.