1995 nr 11

1995 nr 11

APOKRYF MŁODOPOLSKI

 

Szatan o szyby deszczem opętańczo dzwoni

Tysiące ludzkich nieszczęść moknie jak bielizna

Na ulicy spóźniony przechodzień przystaje

I zamiera w bezruchu jak bolesny stygmat

 

Rozmazane na szybach ciekawością twarze

Rozświetla boskim ogniem złudna błyskawica

Jedni mówią że prorok zabłądził w te strony

Drudzy szepczą, że jest to Maryja Dziewica

 

Hamer, który do okien nie pcha się bo po co

Chwyta uchem i sercem pospólstwa narady

Śpiewa pieśń o Judaszu co udał samotność

Szukając dróg do śmierci i do nowej zdrady

 

 

SONET EGZEKWIALNY

Jurkowi Fronczykowi pośmiertnie

 

Przyśnił mi się przyjaciel umarły przedwcześnie

Jak dawniej wiersze czytał i nad kartką płakał

I nie wiem czy kur trzeci czy to duch zagdakał

Że rozmyła się przeszłość jak to bywa we śnie

 

Potem był sen następny i jawa przewlekła

Opętańcze dudnienie zegara w salonie

Składanie w kupę myśli na człowieczej stronie

Szukanie granic nieba i progu do piekła

 

Jeszcze raz mi się przyśnisz, jeszcze raz zapłaczesz

Nad sobaczym żywotem jak wrona zakraczesz

Nie czekając cierpliwie żeby rozedniało

 

Pozbierasz kartki dawno zapomnianych wierszy

Zabierzesz obietnice, że słowo się w ciało

Zamienić może, gdy przyjdzie promień słońca pierwszy

 

 

 

SONET TRUJĄCY

 

Stary clown kończy dzisiaj występy w teatrze

Prawie dwa pokolenia rozśmieszał i bawił

Nie zdążył się ożenić, dzieci nie zostawił

Ostatni raz na scenie śmieje się i płacze

 

Z imitacji wawrzynu zakłada koronę

Najzabawniej jak umie pije łyk cykuty

Śmiesznie na deski pada i leży otruty

Udając Sokratesa i jego obronę

 

Śmieją się, klaszczą w dłonie, chcą bisów ludziska

Ale on wstać nie może, śmierć mu z oczu błyska

Jakieś ostatnie słowa wyszeptał złowieszcze

 

Gdy za kulisy wlekli jego ciało stare

Ja byłem pośród tłumu, wołałem o jeszcze

O replay z Sokratesa, o trucizny czarę

 

 

 

OSWAJANIE ŚWITU

 

Karmimy wróble bo nie mamy dzieci

Do psa przybłędy czasem się łasimy

Tyle naszego co sobie wyśnimy

Pies warknąć może a wróbel odleci

 

Liczymy lata bo w portfelach naszych

Nie ma już miejsca na marzenia stare

Pukanie serca czoła nasze studzi

Patrzymy w niebo, wszak trzeba mieć wiarę

 

Szukamy miejsca na nowe ołtarze

W wiosenne kwiatki przystrajamy bramę

Dzwoni telefon. Nie, to tylko budzik

Strofuje ciszę i sprawy te same

 

Potem stoimy nieruchomo w oknie

Na ptasie gniazda w milczeniu patrzym6y

Karmimy wróble, bo nie mamy dzieci

Tyle naszego co sobie wyśnimy

 

21/22 V 94

 

 

26320-twrczonr11600trelabi