1996 nr 10

1996 nr 10

KOŃ

Rachują zęby. Pod ogon zerkają

Klepią po zadzie. Obmacują nogi

Poją gorzałą i siłę sprawdzają

W oczach furmana nie ma końskiej trwogi

 

Handlarz o twarzy tkliwego mordercy

Chowa w powiekach spryt i koniec bata

Zna na wyrywki kupiecki dekalog

Jakoby innego nie smakował świata

 

Koń choć bez nieba ma naturę świętą

W żłobie i w stajni widzi każdą szparę

Nosi w chomącie posłuszność przeklętą

Pasterską czujność i ufnych rżeń parę

 

Kiedy nowego próbuje obroku

Nieludzka miłość zastyga mu w oku

 

20/21 XI 95

 

 

 

 

 

BRAT JAKUB

 

 

Janowi Jakubowi Kolskiemu

 

Kiedy na Anioł Pański nawołują dzwony

A głos ich targa przestrzeń na rozstajnych drogach

Pijaną gawiedź kornie całuje po nogach

Przysięgając na wszystko, że zna Pana Boga

 

Nad grobem samobójcy ściska krzyż w żałobie

I myśli – co nie mogą pomieścić się w sobie

 

Łeb kudłaty błagalnie do nieba podnosi

Bo się plewa nad ziarno i nad chleb wynosi

 

Bije się mocno w piersi i o pomstę woła

Że urzędy zamknięte i bramy kościoła

 

Przed snem i o świtaniu widać w jego twarzy

To co się zawsze może, lecz nie mogło zdarzyć

 

W sutannie tkanej wiatrem po opłotkach lata

Za królestwem co miało być nie z tego świata

 

17/18 XI 95

 

 

 

 

ZNAKI

 

Troja wzięta podstępem. Przyszedł czas Pryjamie

Miał być wawrzyn na głowie a będą pogrzeby

Śmierć co urasta do nagłej potrzeby

Odcisk siódmej pieczęci, siódmej trąby granie

 

Ponad stygmatem Pańskim krew historię znaczy

Choć Grek, Żyd i Słowianin patrzą w oczy Boga

Gdy na Piotrowym zydlu siedzi święta trwoga

A w nas uczony jazgot i skowyt sobaczy

 

Tylko znaki na niebie i na słońcu plamy

Są miarą podobieństwa, którego szukamy

 

 

 

POWTÓRKA Z BURSY

 

Jak to dobrze wiersze pisać

świat malować kolorowy

puls epoki mocno trzymać

z chmur nie wyciągając głowy

 

Jak to dobrze plątać słowa

w metafory, sny liryczne

z panią onomatopeją

pod oknami świerszczyć ślicznie

 

Jak to dobrze, Boże drogi

wiersze dedykować pannom

do gwiazd poetycko wzdychać

i niebiańską sypać manną

 

Jak to dobrze być poetą

bawić się niewinnie piórem

jak poeci zdychać z głodu

opasywać szyję sznurem

 

 

 

 

MODLĘ SIĘ

 

Modlę się. Czy żarliwie? Nikt nie zdoła zmierzyć

Mam w sobie żal za grzechy. Pokutę – czasami

Wierzę, że jakieś światło jest jeszcze nad nami

Co pozwala noc przetrwać i dzień jeden przeżyć

 

I różaniec odmawiam dla sług i dla panów

Jeden kolor mający jak w płucach powietrze

Proszę Pana o łaskę szarpaną na wietrze

Przez świętych, szarych ludzi i grzesznych kapłanów

 

Kiedy w znaku pokoju ręka rękę myje

Przy pustym grobie stoją trzy święte Maryje