2000 nr 5

2000 nr 5

 

CZAS

Daj łapę Dżim na szczęście łapę podaj

Ja takiej łapy nie widziałem w życiu…

 

Sergiusz Jesienin – Psu Kaczałowa

 

Nadszedł czas burzy

Wiek matki przeminął

Na ojcu pamięć jak witka się łamie

Nad łóżkiem dziecka śpi Bogurodzica

Na ostrzu brzytwy rozpuszcza się kamień

Góry fruwają a doliny idą

Kto chce być duchem – musi być człowiekiem

Lasy nabożnie klękają przed piłą

Hebel z sosnowym mocuje się wiekiem

Wszystko już wiemy

Co

Kto

Gdzie

Jak

Kiedy

Rośnie bogactwo

Nie chce zmaleć bieda

Zamknęły w chrapach osiodłane konie

Iloczyn ziemi i iloraz nieba

 

Miast się zachłysnąć ostatecznym krzykiem

Gdy puste słowo dźwiękiem się zachwyca

Głupia pokora i fałszywa sława

Z psem Kaczałowa wyją do księżyca

 

 

 

RÉSUMÉ

 

 

wyrosłem w strachu

krzyku

biciu w piersi

wierzyłem w boga

w ciebie

aż brakło wiary

we własne odbicie

pracowałem dla kraju

dla bliźnich brudziłem ręce

zbierałem ze stołów okruchy

trwoniłem czas na wiedzę

ćwiczyłem oddech

mięśnie

błogosławionej przewrotności

mnożyłem i dzieliłem ułamki

zapominając o działaniach prostych

studiowałem przeklęte nałogi

uciekałem przed własnym cieniem

i bóstwem kobiet

pozostała ostatnia kartka życiorysu

bezradna

pusta

jak wiersz

którego nigdy

nie napiszę

 

 

 

 

SKORO

 

skoro bóg

nie chroni

przed pożogą

chorobą

wzajemnym nieszczęściem

skoro skazał nas na eksperyment

wolnej woli

odwiecznych próśb

naznaczył strachem

przed krzywoprzysięstwem

nieczystością

systemem alarmowym

myśli i uczynków

skoro napisał scenariusz

o miłości bliźniego

co się nie sprawdza w filmie

i wymyślił fenomen szekspira

powinien bać się reszty

uwolnionego ze strzemion

milczenia

 

 

 

W SAM RAZ…

 

nienawidzę żydów

murzynów

azjatów

arabów

słowian

nienawidzę samego siebie

ciebie

innych

nie potrafię modlić się

spowiadać

ogłaszać samokrytyki

nie umiem umierać w chwale

ani w zapomnieniu

nie wybaczę niczego,

nikomu

znam na pamięć pismo święte

talmud

wersety koranu

i wszystkie języki świata

 

to za mało

za dużo

to w sam raz

żeby dławić się

nienawiścią

 

 

 

PSALM O ZABICIU

 

 

Poszedł król na wojnę

Rycerze z gór

Wstali

Surmy zbrojne

Przekuli w znój

Idzie borem, lasem

Bitewny zew

Zaklęty w werbel śmierci

Anielski śpiew

 

Odszedł Pan od Pisma

Odszedł Pan od siebie

Groby jak drzewa kwitną

W zabitym niebie

 

26310-twrczonr5654ochwanow