2004 nr 12

2004 nr 12

 

LIRYK OSTATECZNY

 

Bodaj to z ciebie

rozpuszczono strofę

ptaków drapieżnych

opętanych kluczem

do krajów ciepłych

lodowato bliskich

Bodaj to z ciebie

obdzierano skórę

znaczoną piętnem

lipowej kołyski

gdy do Emaus

dalej niż do Boga

Bodaj to z ciebie

wypłukano runo

najbliższą ciału

podarto koszulę

i drogowskazy

zburzono przy drodze

Bodaj to z ciebie

żupy soli kuto

chowanej w beczkach

dla snów nie dla strawy

gdy szatan świeczkę pali

dla zabawy

Bodaj to z ciebie

kiedy ściągniesz buty

myśl uleciała cało

na pokoje

choć wspólny pokój

za ciasny

na dwoje.

 

22/23 II 2004

 

 

O TYCH Z KTÓRYMI PIŁEM A KTÓRYCH JUŻ NIE MA…

 

Piliśmy

przed murem

za murem

związani wódką

na mur

bez dociekań

przewrotnych pytań

czy jak się lód rozpieprzy

to też jest entropia

a rachunek sumienia

jest działaniem prostym

nasze kobiety

wychodziły z obiegu

nie piły z nami

nasze kobiety

w piętrowych

podziemnych

parkingach

gdzie im niżej

tym mniej punktów

zaczepienia

a szkło

rozbitej butelki

utkwiło

w bezradnej

ręce…

 

 

KANTYCZKA NOWOROCZNA

 

A u mnie nic nowego

krowy wchodzą w szkodę

dla koni wciąż brakuje

obroku i siana

jak dawniej liczę ziarna

w codziennym sąsieku

noc – duszna od wyroków

wyrzeka się rana

A u mnie po dawnemu

jak pies skomli wiara

zadławiona łańcuchem

przy zbutwiałej budzie

prawda chodzi w łachmanach

kłamstwo – w gronostajach

jak pchły w słomianych butach

panoszą się ludzie

 

We mnie omszałe butle

po wypitym winie

piąty liść co nie zdążył

skryć się w koniczynie

wiekowe drzewa – ścięte

zbuntowane słowa

i z Bogiem

nie klejąca się

nigdy

rozmowa…

 

 

KANTYCZKA DLA JAWNOGRZESZNICY

 

Wstań z kolan Magdaleno

już ci przebaczono

twój pan czeka za rogiem

idź i go ucałuj

obetrzyj czoło z potu

wszak zmęczony drogą

obmyj zranione nogi

pieszczoty nie żałuj

 

Niechaj płynie opowieść

o dalekich cudach

a w zmartwychwstałych piersiach

rośnie wieża babel

niech wymodli się świętość

w rozpalonych udach

na grzechów odpuszczenie

w pieśni nad pieśniami.

 

 

KANTYCZKA DLA HANKI

 

Jest we mnie Hanko

zwariowany kompas

oszalałe magnesy

pijany kapitan

na moim statku Hanko

nikt o nic nie pyta

jest dialektyczny burdel

zgubna retoryka

pamięcią wzdęte żagle

czepiają się skali

której obca jest miara

ludzka i beauforta

na kapitańskim mostku

wolterowski Kandyd

szuka latarni

w zapomnianych portach

 

Jest jeszcze we mnie Hanko

miękkość nienazwana

jest spowszedniała trwoga

i noc nieprzespana…

 

7/8 XI 2001