2010 nr10

 2010 nr 10

 

Droga Krzyżowa

 

Stacja I – Pan Jezus na śmierć skazany

 

Uczyłeś nas: Nie sądźcie! Zostałeś skazany,
Chociaż woda obmyła Judasza sumienie
Wszelkie zło się wcieliło w boskie odkupienie
I wskrzesił Barabasza lud męką sterany.

Gdy bicz modlitwy składa i rozdarta szata
Miłosierdzie jest łaską i nadziei bólem
I tylko słońce klęczy przed żydowskim królem
A słabość się potyka o potęgę świata.

My, wyjęci spod prawa ludzkiego rozumu
Wystawiamy się ciągle na wyroki tłumu.

 

 

Stacja II – Pan Jezus bierze krzyż na ramiona

 

Kładą krzyż na ramiona, choć dalecy krzyża
Ciężar win waszych niosę, bez poczucia winy
By ten, co utrudzony poszukał przyczyny
Nie w tym, co się zdarzyło, lecz w tym, co się zbliża

Wiem, że macie w pogardzie – to co Bogu miłe
Nim zmierzch wystawi gorzkie rachunki jutrzence
Ślizgają się po krzyżu opatrzności ręce
Choć siła słabość kuje a nie słabość siłę

Wystawieni na osąd umarłych i żywych
Szukamy upojenia w nieszczęściu szczęśliwych

 

 

Stacja III – Pan Jezus upada po raz pierwszy

 

Upadłem powalony krzykami i drwiną
Niewiarą wiernych sobie, przewrotnością klęski
By, kto uczony w Piśmie poczuł się zwycięski
I aby się nie korzył skutek przed przyczyną

Nim trzeci kur zapieje podniosę się z ziemi
Zanim motłoch opluje sandały żebracze
Zanim pierwszy apostoł bezradnie zapłacze
A ostatni poszuka miejsca przed pierwszemi

Nim uczepieni siebie jak dziecko kołyski
Przeznaczymy cierpienie dla obcych i bliskich.

 

 

Stacja IV – Pan Jezus spotyka Matkę

 

Niech mi się stanie według Twego słowa…
Anielska pamięć płonie w oczach Matki
Odmienia miłość przez wszystkie przypadki
Dławi się słowem milcząca rozmowa

Nie płacz nade mną, weź syna nowego
Zanim się niebo proroczo zachmurzy
Matczyna tkliwość narodzi się w burzy
Nim spłonie wszechświat z wyroku bożego

Gubiąc po drodze, co dawno zbawione
Włazimy w butach pod Twoją obronę

 

 

Stacja V – Szymon pomaga Jezusowi dźwigać krzyż

 

Ja Szymon Cyrenejczyk byłem blisko Ciebie
Właśnie wracałem z pola zajęty myślami,
Kiedy krzyż nas przybliżył, co był między nami,
Bo nauk Twych nie znałem, ani miejsca w niebie.

Po śladach Twych stąpałem przymuszony batem
Niosąc przez chwilę ciężar cudzego cierpienia
Nieświadom tajemnicy ludzkiego zbawienia
Ani języka znaków skłóconych ze światem

Kiedy się nasza małość do wielkości zbliża
Uciekamy od siebie jak od ramion krzyża

 

 

Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusowi

 

Pochwalona niewiasta, co się boi Pana…
Ale kordon żołdaków potrafi oswoić
Twarz ociera mi z potu nie mogąc napoić,
Gdy cudzej nienawiści otwiera się rana

Nie będzie zapomniany, kto mi poda rękę
Chorobą powalony, rozpaczą czy gniewem
Podzielę się z nim rybą i solonym chlebem
Przygarnę go do siebie jak on moja mękę

Ty, choć skażony wiekiem, tkwisz w raju dziecinnym

Zamiast przygarnąć winy – przeznaczasz je innym

 

 

Stacja VII – Jezus upada po raz drugi

 

Upada po raz drugi. Mijam Go z daleka
Grzebiąc zwycięzcę śmierci, szatana i piekła
Siłę, która strachliwie za plecy uciekła
Człowieka – co jest w Bogu i Boga w człowieku

Niegodny jarzma wiary, kto podszyty strachem
Jak dzban bez dna pragnienia, jak słowo bez ucha
Jak na pogodnej twarzy – serca zawierucha
Jak brak dymu z komina nad rodzinnym dachem

Świadkowie cudzej klęski, zagubieni w świecie
Zapragniecie mnie szukać. Ale nie znajdziecie

 

 

Stacja VIII – Pan Jezus spotyka niewiasty

 

Jerozolimskie córki nie płaczcie nade mną…
Wonnymi olejkami maśćcie dzieci swoje
Bardziej się waszej zdrady niźli bólu boję,
Gdy daję się prowadzić na śmierć nieśmiertelną

Zbłąkanym i nędzarzom obmywajcie nogi
Omijajcie proroków, co mówią – nie czynią
A kiedy świt zapłonie spełnioną godziną
Bądźcie jak ja gotowe do ostatniej drogi

Błogosławione ciche, rozmodlone twarze,
Co się nie wystawiają pierwsze – na ołtarze.

 

 

Stacja IX – Pan Jezus upada po raz trzeci

 

Krzyczą: Krew jego na nas i na nasze dzieci…
Ucieka chyłkiem boskość z kruchliwego ciała
Kiedy Piotrowa pycha na lud się rozlała
Pod majestatem krzyża upada raz trzeci

Nie wie czy się podniesie przykuty do ziemi
Gdy waży się rachunek siły i słabości
Czy aby sprosta jeszcze świadectwu miłości
Grzechowi co rozkwita i jak perz się pleni.

Kiedy się zapieramy belki w swoim oku
Zdrada jak dzikie zwierzę czai się do skoku

 

 

Stacja X – Pan Jezus z szat obnażony

 

Coś mi zawinił Panie, że Cię obnażyłem
Na wstyd Cię wystawiając i szykany tłumu
Co do igrzysk przywykły – wyrzekł się rozumu
A ja z nim, zamiast wina, krwi z Ciebie upiłem

Czy dostąpi zaszczytów kto raz pohańbiony?
Niefrasobliwość uczniów przebije snu mroki?
Przysięgi jak ćmy błądzą, mieszają się kroki
Wyrzekając się bóstwa cierniowej korony.

Jakże jesteśmy mali – chociaż wielcy w słowach
W cudzych win rachowaniu, w pijanych rozmowach

 

 

Stacja XI – Pan Jezus do krzyża przybity

 

Obiecał: Jeszcze dzisiaj wezmę cię ze sobą
Choć ocet ma na ustach i bok Jego krwawi,
Chociaż świętością Jego ślepy lud się bawi
Uwierzyłem, że mogę być nieba ozdobą

Poznaję smak pokory, chociaż śmierć się zbliża,
Gdy podłości i drwiny krzyżują się światy
Ja cudem ocalały i bardziej bogaty
Niż ten, co mnie gwoździami przybijał do krzyża

Ja w Tobie a Ty we mnie – krwią zbroczone krzyże
Wpisane w czas powszedni, który rany liże.

 

 

Stacja XII – Pan Jezus umiera na krzyżu

 

Gdy dziewięć razy zegar przebił burzy mroki
Przeszyła serce skarga: Lema sabachthami…
Na znak, że odszedł od nas – aby zostać z nami,
Gdy butne Jerusalem spełniło wyroki

Zaprawdę, garść srebrników kapłanom zwróconych
Włóczy pamięć Judasza w garncarzowej roli
W nadziei odkupienia, która często boli
W podstępnych krokach zdrajców i sług nawróconych

Swarliwi i zawzięci, czepiamy się Boga
Szukając śladów modlitw na rozstajnych drogach

 

 

Stacja XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża

 

Nie wyprze się Golgoty, kto zdjął z krzyża Pana
Kto nie pozwolił łamać, wbrew zwyczajom, kości
Gdy niebo się przyznaje do ludzkiej słabości
A setnikowi śni się Chrystusowa rana

Choć zburzymy świątynie, w trzy dni ją postawi
Nawet gdy pękną skały, ziemia zadrży w gniewie
Nim uderzysz się w piersi – przyzna się do ciebie
Wypełni mądre księgi nowymi znakami

Gdy siedzę zasłuchany i siebie nie słyszę
Zmień Panie wino w wodę. Zabij we mnie ciszę.

 

 

Stacja XIV – Pan Jezus złożony w grobie

 

Oddaję Ci mieszkanie i pośmiertne szaty
Ja grzesznik, co rozmawia ze swoim sumieniem
Nie zasłonią mej wiary największym kamieniem
Zawsze po mrokach nocy przyjdzie świt bogaty

Nie smuć się Nikodemie, śmierć to rzecz nie nowa,
Choć wielką tajemnicę sama w sobie kryje
Trzeciego dnia o brzasku przyjdą trzy Maryje
By w pustym grobie Pana proroctwa całować

Kiedy sposobu nie ma na zwykłą udrękę
Józef z Arymatei podaje nam rękę.